|
|
Recenzja serwisu IGN.com:
Muzycy z Sacramento kontynuują ucieczkę przed swoją przeszłością.
Autor: Ed Thompson
6 październik, 2006
Sukces ma swoją cenę. Zapytajcie frontmena grupy Papa Roach Jacobego Shaddixa (inaczej zwanego Cobym Shaddixem). Shaddix i spółka odnaleźli sukces - nawet spory - gdy wypuścili swój debiutancki album "Infest". Nu-metalowe wydanie wystrzeliło zespól na szczyty list przebojów, czyniąc zespół drugim w hierarchii nu-metalowych kapel zaraz za Limp Bizkit.
Ale po tym jak album trafił na półki stała się rzecz dziwna - zespół postanowił zejść ze szczytu rap-rockowej drabiny, na której się usadowił. Najpierw małymi kroczkami. Trzymali się wystarczająco na dystans od siebie by nie przyznawać się do członkostwa w grupie raprockowej, ale byli wystarczająco blisko by wrócić i spijać śmietankę ze swojego sukcesu. W pewnym momencie zespół oderwał się od nu-metalowego gatunku granej muzyki i tak zostało.
Jedynym problemem jeżeli chodzi o zmianę tej muzycznej filozofii wydaje się być to, że gdy Papa Roach zerwał ze swoją przeszłością, nie ustanowił nowego kierunku muzycznego, za którym podąża. Tak wydaje się być z ich ostatnim albumem, The Paramour Session. Cały album jest pełen przyzwoitych, dobrych, a wręcz bardzo dobrych kawałków, z których każdy zespół powinien być dumny. Jednak nasuwa się pytanie - jakiego rodzaju jest to zespół?
Warto zauważyć, że pierwszy singiel zespołu, a także pierwsza piosenka na albumie "...To Be Loved" ma 30 sekundowe intro, które ma dokładne nu-metalowe brzmienie - brzmienie, którego sukcesywnie próbowali się pozbyć w poprzednich trzech albumach. Ja jednak przypisuję ten wstęp jakiemuś marketingowcowi, który za wszelką cenę chce wepchnąć zespól na szczyty list przebojów. Uważam, że Papa Roach niechętnie przystali na ten fragment piosenki.
Najlepszą piosenką na krążku jest "Crash". Piosenka ma cięższe brzmienie i umożliwia Shaddixowi wykorzystanie jego głębokiego, szorstkiego głosu, przypominającego ten frontmena Anthraxu Johna Busha.
Są też piosenki które zawierają w sobie elementy pop-punka. Najlepszym przykładem jest "What Do You Do", kawałek który jak żaden inny brzmieniem przypomina piosenki zespołu My Chemical Romance.
Zespół udanie spróbował też czystego rock and rolla utworem "No More Secrets". Piosenka stałaby się hitem gdyby została napisana w latach 70, kiedy to rock'n'roll nie był jeszcze tak rozwarstwionym przez różne podkategorie muzyki rockowej terminem.
Każda z osobna piosenka zawarta na albumie "The Paramour Sessions" jest dobrze skomponowana i warta posłuchania. Dopiero gdy słucha się albumu jako całości, traci on logiczną spójność. Moja rada to włożyć krążek CD do odtwarzacza CD lub zgrać kawałki do odtwarzacza MP3 i odtwarzać je w przypadkowej kolejności.
Warte ściągnięcia:
Cash
Time is Running Out
No More Secrets
Ogólna Ocena 7.5/10 (Dobrze)
Powrót
|
|

[Aktualności]
[Historia zespołu]
[Biografie]
[Dyskografia]
[Videografia]
[Teksty i tłumaczenia]
[Skład kapeli]
[Nagrody]
[Ciekawostki]
[Sprzęt]
[Tatuaże Coby'ego]
[Daty koncertów]
[Koncert w Polsce]

[Artykuły]
[Wywiady]
[Recenzje]
[Znaczenia utworów]
[Greg Patterson]
[Fight The Sky]

[Forum]
[Księga gości]
[Czat]
[E-Mail]
[Download]
[Galeria]
[Tapety]
[Video]
[Ikony, avatary]
[Czcionki, skiny]
[Tabulatury]
[Wygaszacze]
[Redakcja]
[Linki]
[Wymiana]
[Info]
[Historia strony]
[Kontakt]
[Współpraca]














[więcej]
|
|